Skocz do zawartości
rafpuk

Przyszłosc badan technicznych

Rekomendowane odpowiedzi

kowal
O prawdziwych innowacjach na stacji kontroli pojazdów

 

W artykule opowiemy o kierunkach rozwoju linii diagnostycznych stosowanych w stacjach kontroli pojazdów oraz o tym, co wnoszą ostatnie innowacje technologiczne z punktu widzenia diagnosty i właściciela stacji. Osoby planujące zakup urządzeń diagnostycznych znajdą tu ważne i przydatne informacje.

 

 

http://www.warsztat.pl/news/6039-o_prawdziwych_innowacjach_na_stacji_kontroli_pojazdow#.Vgz-mPQaD3U

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Lukasz0417
Droższy przegląd techniczny co pół roku?

 

Choć koniec obecnej kadencji Sejmu jest już wyraźnie widoczny na horyzoncie, parlamentarzyści nie przestają nas zaskakiwać swoją kreatywnością. I niestety także... głupotą.

 

W pierwszej połowie 2017 wejść ma w życie pakiet nowych przepisów dotyczących badań technicznych pojazdów poruszających się po naszych drogach. W toku prowadzonych prac nad nowym prawodawstwem, parlamentarzyści mają teraz szansę zaprezentować swoje pomysły, które mają przyczynić się do naszego bezpieczeństwa. Niestety, gdy przyglądamy się niektórym z tych pomysłów, ręce po prostu same opadają…

 

Jak donosi Wirtualna Polska Małgorzata Niemczyk, posłanka PO, wysunęła ostatnio dwie interpelacje, które dotyczą przygotowywanych przepisów, a konkretnie przeglądów technicznych. Posłanka proponuje, aby Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju rozważyło wprowadzenie częstszych obowiązkowych kontroli dla starszych samochodów. Wszystko ponoć w imię naszego dobra i naszego bezpieczeństwa. Co oznacza dla pani Niemczyk "starszy samochód"? Pojazd, który ma 10-12 lat. Posłanka z PO proponuje, by przeglądy takich pojazdów odbywały się co pół roku. Wg danych z Centralnej Ewidencji Pojazdów, średnia wieku samochodów jeżdżących po polskichdrogach to 16 lat. W praktyce oznacza to, że miliony Polaków musiałoby dwa razy częściej jeździć na stacje diagnostyczne i przechodzić badania, których cena oczywiście nie zostanie obniżona. Czy to nie wygląda dla Was jak lobbing?

 

Małgorzata Niemczyk, posłanka PO ma również inne fajne pomysły mające ułatwić nam życie i poprawić nasze bezpieczeństwo. Druga błyskotliwa interpelacja mówi bowiem o rozszerzeniu listy czynności diagnosty o badanie jakości płynu hamulcowego. Małgorzata Niemczyk przekonuje, że wielu kierowców wciąż zapomina o okresowej wymianie płynu hamulcowego. Naszym zdaniem wielu Polaków nie robi tego z powodu niechęci do wydawania pieniędzy. Faktem jest, że płyny, w tym hamulcowy, należy wymieniać w autach i motocyklach co 2 lub 3 lata, ale jak wiemy teoria teorią, a życie życiem. Pytanie czy kontrola płynu hamulcowego w naszych autach cokolwiek poprawi?

 

Z raportów policji jasno wynika, że stan techniczny ma śladowy udział w liczbie wypadków drogowych. Dla przykładu 2013 roku Policja odnotowała zaledwie 144 takich przypadków na 35,9 tys. wszystkich wypadków drogowych. To oznacza zaledwie 0,4 proc. udział w sumie wypadków. Jeśli natomiast chodzi o sam układ hamulcowy o który tak mocno zatroskana jest pani Małgorzata Niemczyk, posłanka PO, bo funkcjonariusze Policji odnotowali zaledwie 5 wypadków, których przyczyną była usterka układu hamulcowego.

 

Bądźmy szczerzy. Gdyby parlamentarzyści wychodzili z propozycjami zmian, dzięki którym Polacy stają się coraz zamożniejsi, problem wieku naszych pojazdów i ich stanu technicznego rozwiązałby się sam. Nikt nie lubi oszczędzać na własnym bezpieczeństwie. Czasem jedynie zmuszają go do tego realia życia w naszym kraju.

 

Jak to się odnosi do motocykli i motocyklistów? Bardzo prosto. Wszystkie pomysły dotyczące samochodów, są z automatu aplikowane do motocykli, zwłaszcza te opresyjne. Jednocześnie wypada zauważyć, że motocykle pokonują rocznie mniej kilometrów i są przedmiotem pasji, przez co ich właściciele, jak mawiał klasyk "dbają o sprzęt bardziej, niż o żonę". Nawet 15 letni motocykl może być w doskonałym stanie technicznym, a motocykliści sami najlepiej wiedzą jak bardzo istotne są w ich maszynach sprawne hamulce. Teraz wyobraźcie sobie jeżdżenie na dwa przeglądy rocznie. Jeśli jeden wypada Wam latem, drugi będzie w środku zimy.

 

Warto wiedzieć, że swoje założenia do ustawy przedstawiło również Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Kierowca będzie musiał opłacić przegląd, zanim do niego przystąpi. Oblany przegląd oznaczał będzie wskazanie punktów wymagających poprawienia niemożność odzyskania pieniędzy i konieczność kolejnego podejścia do badania. Zaliczony przegląd oznaczał będzie otrzymanie naklejki poświadczającej ważność badania, którą kierowcy przyklejać będą musieli na szybę lub tablicę rejestracyjną (podobne przepisy obowiązują w Niemczech). Z tym nie mamy problemu, ale przesadą wydaje się konieczność wożenia ze sobą zaświadczenia o dopuszczeniu pojazdu do ruchu. Na motocyklu nie ma za dużo miejsca, gdzie możemy wozić ze sobą cały czas papierologię.

 

Ukłonem w kierunku motocyklistów jest też pomysł, aby za spóźnienie się z przeglądem obowiązywała kara w postaci dwukrotnej stawki za usługę. Przy dwóch kontrolach w roku oznacza to pośpieszne wygrzebywanie motocykla z garażu i holowanie go w jakiś sposób po zaśnieżonych drogach, aby w stacji otrzymać nikomu nie potrzebny zimą przegląd…

 

Ministerstwo chce również pochylić się nad uczciwością i fachowością pracy diagnostów. Na stacjach będą mogli pojawiać się inspektorzy Transportowego Dozoru Technicznego udając zwykłych kierowców po czym oceniali będą skrupulatność prowadzonego badania.

 

Nowe przeglądy będą zatem bardziej rozbudowane, będą trudniejsze do zdania, będą droższe i jest szansa że dla wielu będą się one odbywały częściej. Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów (która naszym zdaniem lobbuje za wprowadzeniem korzystnych dla siebie zmian) już w 2012 roku wyszła z projektem nowych cen za przeglądy pojazdów. Zgodnie z nim koszt przeglądu samochodu osobowego wynieść ma 150 zł. To o ponad 50 proc. więcej, niż obecnie. Wyższą stawkę przewidziano również dla nas, motocyklistów. Dziś za przegląd motocykla płacimy 62 zł, a pomysł jest taki, abyśmy płacili 100zł.

 

Wszystko to po to, aby żyło się nam lepiej.

 

http://www.scigacz.pl/Drozszy,przeglad,techniczny,co,pol,roku,27349.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielg539
Wszystko to po to, aby żyło się nam lepiej.

 

Źle powiedziana, wszystko po to aby rządzącym żyło się lepiej :(

Obecny system OBT jest jednym z najrestykcyjniejszych w całej UE ale przez brak nadzoru i kontroli nie działa, czego nasz rząd zdaje się nie dostrzegać.

Statystyki policyjne odnośnie przyczyn wypadów tez nie sa wiarygodne bo pomimo znacznie starszego parku motoryzacyjnego odsetek wypadków będących następstwem złego stanu technicznego pojazdów jest znacznie niższy niż w innych krajach europejskich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
grzegorz70
odsetek wypadków będących następstwem złego stanu technicznego pojazdów jest znacznie niższy niż w innych krajach europejskich.

Bardziej dbamy o pojazdy. :x

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wojteczek

Przecież w tym co robią rządy nie chodzi o bezpieczeństwo na drogach. Wiadomo wyższe opłaty i robione częściej zwiększą wpływy do budżetu w postaci podatków. Już jest sukces bo zwiększyliśmy wpływy do państwowej kasy. Powstanie więcej SKP i różnego rodzaju warsztatów ,większy ruch na runku części zamiennych itd już jest kolejny sukces bo firmy powstają jak grzyby po deszczu. No i na zdrowie wyjdzie to kierowcom bo lżejszy portfel to prawdopodobieństwo przedźwigania się mniejsze. A jak nawet jakiś motocyklista czy rolnik co ciągnikiem bez kabiny przy 20 stopniowym mrozie na przegląd jechał zachoruje to przecież lekarstwa kupi i znowu sukces bo w aptece zostawi resztę kasy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kowal
odsetek wypadków będących następstwem złego stanu technicznego pojazdów jest znacznie niższy niż w innych krajach europejskich.

tylko kto po wypadku z którego została kupa złomu chce się bawić w kontrolę co było nie sprawne - statystyki to fikcja... :shock::shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jacdiag

Policyjny standard - "kierujący nie dostosował prędkości do warunków drogowych ... "

 

ale

kierujący próbował hamować i wtedy pękł przewód hamulcowy,

a że było "z górki" to prędkość znacząco wzrosła i pojazd zatrzymał się dopiero na drzewie.

 

Żeby to ustalić po śmierci kierującego, to pojazdy musiałyby mieć "czarne skrzynki" - rejestrujące co najmniej położenie pedału hamulca, ciśnienie w układzie, zmiany prędkości pojazdu itd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielg539
Żeby to ustalić po śmierci kierującego, to pojazdy musiałyby mieć "czarne skrzynki"

Już dawno to zauważyłem i co najważniejsze, to nawet nie trzeba by montować żadnych dodatkowych czujników a wystarczyło by nieco zmodyfikować sterownik ABS/ESP. Jednak naciski idą w inna stronę i teraz samochody same maja wzywać służby ratunkowe w razie wypadku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marek1
Żeby to ustalić po śmierci kierującego, to pojazdy musiałyby mieć "czarne skrzynki" - rejestrujące co najmniej położenie pedału hamulca, ciśnienie w układzie, zmiany prędkości pojazdu itd

 

Niekoniecznie....

Akurat badałem taki pojazd po wypadku, dość dziwnym, bo pojazd wyprzedzał prawym, rezerwowym pasem inne pojazdy na autostradzie, tyle że pas ten zwężał się na wiadukcie i pojazd tam spadł, kierowca zginął na miejscu.

Były podejrzenia co do celowego uszkodzenia pojazdu, co miałoby byc przyczyną wypdku więc zarządzono badanie u nas bo mamy parking policyjny.

 

Odczyt ze sterowników pojazdu był dostepny, nie było zapisanych żadnych istotnych błędów, zwłaszcza w układzie ABS i SRS. Można nawet było dokonać sprawdzenia działania czujników ABS, z których wskazania były również bez zarzutu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kowal

Trzeba uporządkować sytuację prawną Stacji Kontroli Pojazdów - Konferencja R2RC

 

Brak faktycznej kontroli państwa nad SKP odbija się na całej branży i przyczynia do zwiększenia niebezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce.

 

Konferencja, w której wzięli udział Alfred Franke Prezes SDCM, Jarosław Cichoń Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Techniki Motoryzacyjnej oraz Jerzy Maliński Prezes MOVEO Organizacji Pracodawców Motoryzacyjnych, omawiała kłopoty i patologię polskiego systemu Stacji Kontroli Pojazdów. Spotkanie rozpoczęło przedstawienie odegrane przez aktorów Teatru Baza. Przedstawienie pokazało powiązanie i zależności pomiędzy funkcjonowaniem SKP, warsztatami, dystrybucją części, gospodarką i środowiskiem naturalnym.

Dziurawe kontrole techniczne

Na konferencji podkreślano, że wielu użytkowników samochodów pojawia się w warsztacie dopiero wtedy, kiedy awaria całkowicie uniemożliwi jazdę, choć rozsądek nakazywałby przeprowadzanie regularnych przeglądów i usuwanie na bieżąco usterek, szczególnie tych, które zagrażają bezpieczeństwu jazdy. Niestety upowszechnieniu się tych racjonalnych zachowań nie sprzyja dziurawy system obowiązkowych kontroli technicznych.

Statystki kłamią

Znaczna część pojazdów jeżdżących po drogach jest niesprawna. Przekłada się na wysoką liczbę wypadków. Według policyjnych statystyk zły stan techniczny pojazdu jest przyczyną zaledwie 1% wypadków. Niedoszacowanie to wynika z faktu, że policjanci przybyli na miejsce wypadku, w rubryce „przyczyna” często dla świętego spokoju wpisują: niedostosowanie prędkości do warunków drogowych. Kiedy jednak zapytamy stróżów prawa nieoficjalnie, np. za pomocą anonimowej ankiety (przeprowadziła ją Najwyższą Izbę Kontroli), wówczas dowiemy się, że ich zdaniem zły stan techniczny pojazdów odpowiada za aż 10% wypadków. Według Komisji Europejskiej w całej Unii odsetek ten wynosi 6%.

Miliony aut bez dopuszczenia do ruchu

Brzmi to szokująco, ale spośród 31 milionów pojazdów figurujących w bazach CEP, ważne badanie techniczne ma jedynie 16 milionów, zaś ważne polisy OC – 18,5 miliona. Nawet jeśli od ogólnej liczby odejmiemy 7 milionów „martwych dusz”, czyli samochodów, których tak naprawdę już nie ma, to jednak nadal w tym rachunku zostaną nam miliony aut, których właściciele nie dysponują aktualnymi badaniami technicznymi. Ile spośród tych samochodów jest codziennie eksploatowanych na drogach publicznych, nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że każdy z nich to potencjalne śmiertelne zagrożenie, zarówno dla ludzi, którzy nim podróżują, jak również innych uczestników ruchu drogowego.

System rodzi patologie

Nieprawidłowości, do których dochodzi na stacjach kontroli pojazdów wynikają z przestarzałego systemu ewidencji. Stacje kontroli pojazdów mają uprawnienia, które delegowało na nie państwo, a jednocześnie działają na podstawie ustawy o wolności gospodarczej. Oznacza to, że liczba SKP jest nielimitowana i każdy może stację założyć. Kontrola pojazdów jest więc normalnym biznesem, w którym liczy się zysk, a podmioty gospodarcze ze sobą konkurują. Niestety nie da się tego robić za pomocą niższych cen, bo wysokość opłaty za badanie jest ustalana ustawowo. W efekcie niektóre stacje starają się przyciągać klientów pobłażliwym traktowaniem. W rezultacie dochodzi więc np. do takich sytuacji, że kiedy właściciel samochodu, który nie przeszedł pomyślnie badania na jednej SKP, zamiast do warsztatu, jedzie do innej stacji, w której o pieczątkę łatwiej. Krótko mówiąc, sumienni diagności przegrywają z nieuczciwą konkurencją i mniej rzetelnymi kolegami. Jak to się odbija na bezpieczeństwie ruchu drogowego pokazują m.in. badania prowadzone przez Inspekcję Transportu Drogowego. Aż w 40% przypadków inspektorzy zakwestionowali stan techniczny pojazdów.

Cierpi cała branża

Brak sprawnie działającego systemu kontroli pojazdów odbija się również negatywnie na gospodarce. Proceder dopuszczania do ruchu samochodów, które są ewidentnie niesprawne, dławi bowiem sektor usług warsztatowych i hamuje rozwój rynku części.

– Działalność tzw. liberalnych SKP, szkodzi całej branży motoryzacyjnej i bezpieczeństwu na drodze jednocześnie– uważa Bogumił Papierniok, dyrektor zarządzający firmy Moto-Profil. – Kierowca, który otrzymał, choć nie powinien, pieczątkę w dowodzie, nie odstawi samochodu do warsztatu, by zlecić stosowne naprawy. Warsztat nie wykona usługi, dystrybutor nie sprzeda części, a zamówień nie będzie miał przez to również ich producent – wyjaśnia Bogumił Papierniok.

 

http://motofocus.pl/nowosci/14497/trzeba-uporzadkowac-sytuacje-prawna-stacji-kontroli-pojazdow-konferencja-r2rc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Grzegorz Łódź

Ale to już wiemy-co dalej :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kowal
Ale to już wiemy
wszyscy wiedzą ,wszyscy mówią i na tym się kończy -czy to nie jest przypadkiem mydlenie oczu - bo wszystkim jest dobrze ........... :cool::x

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
adam1501

Żyjesz ze świadomością, że wiemy :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielg539
Ja mam uprawnienia na wszystkie kategorie ale oczywiści jak ktoś nie ma prawa jazdy np. na autobusy pow 3,5 t to nie powinien nimi wjeżdżać.

Pojazdy pow. 3,5 to generalnie inna bajka bo 95 % ma pneumatyczny układ hamulcowy więc nie używamy miernika nacisku na pedał hamulca tylko wpinamy się w układ hamulcowy przetwornikiem ciśnienia. Tylko kierowca siedzi w kabinie a nie plącze się po hali.

 

Nie zapominaj o tym, że to diagnosta bada pojazd a nie kierowca i w mojej ocenie tylko diagnosta powinien sprawdzać hamulce na rolkach. Chyba nie muszę udowadniać, że pomiar owalizacji w wykonaniu kierowcy jest praktycznie niewykonalny. Większość kierowców to wciska pedał hamulca na maksa w ciągu 0,5 sekundy a wyniki z takiego pomiaru jakie są każdy diagnosta wie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
adam1501
Chyba nie muszę udowadniać, że pomiar owalizacji w wykonaniu kierowcy jest praktycznie niewykonalny.

Nawet jak jest wykonalny, to nic z niego nie wynika.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
markes30
Statystyki wypadków to potwierdzają, bo wypadki z powodu złego stanu technicznego stanowią ok. 1% wszystkich wypadków a analizy ekspertów wykazują, że odsetek ten wynosi kilkanaście %.

Możesz wrzucić linka na forum bo ja żadnych konkretnych analiz wykonanych przez "ekspertów" w tym temacie nie znalazłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
danielg539

Czytałem o tym kilka miesięcy temu, ale niestety nie pamiętam kto dokonywał tych analiz a były one krytyką raportu wydanego przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
skpauto
Chyba nie muszę udowadniać, że pomiar owalizacji w wykonaniu kierowcy jest praktycznie niewykonalny.

Nawet jak jest wykonalny, to nic z niego nie wynika.

 

:ok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
rurek777
Ja mam uprawnienia na wszystkie kategorie ale oczywiści jak ktoś nie ma prawa jazdy np. na autobusy pow 3,5 t to nie powinien nimi wjeżdżać.

Pojazdy pow. 3,5 to generalnie inna bajka bo 95 % ma pneumatyczny układ hamulcowy więc nie używamy miernika nacisku na pedał hamulca tylko wpinamy się w układ hamulcowy przetwornikiem ciśnienia. Tylko kierowca siedzi w kabinie a nie plącze się po hali.

 

ja tyko chciałbym wiedzieć ,na ilu skp . w kraju się to stosuje , przetwornik ma sie rozumieć :cool:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
markes30
ja tyko chciałbym wiedzieć ,na ilu skp . w kraju się to stosuje , przetwornik ma sie rozumieć :cool:

 

Dobrze, że choć jeden z kolegów pojął temat. Likwidacja obligatoryjnego użycia mierników nacisku i przetworników ciśnienia powinna być obecnie naszym celem nadrzędnym ( + stopniowanie kary). Martwe i nieżyciowe przepisy trzeba zmieniać. Co więcej zapis o użyciu maksymalnej siły nacisku na pedał (zamiast miernika) zdecydowanie wpłynął by na poprawę bezpieczeństwa. Użycie miernika powinno stać się opcjonalne w przypadkach wątpliwych. ( jak pomiar hałasu)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jast
Urzucie miernika powinno stać się opcjonalne w przypadkach wątpliwych.

I tu Ciebie popieram. :ok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
markes30

Zapewne chodzi o ten artykuł :

http://motofocus.pl/nowosci/14497/trzeba-uporzadkowac-sytuacje-prawna-stacji-kontroli-pojazdow-konferencja-r2rc

 

Jeden z najbardziej tendencyjnych jaki czytałem. Żadnych konkretów tylko oszczerstwa. Najgorsze, że diagności bezkrytycznie go powielają i cytują. Oceńcie sami...........

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
kowal
SKP – kontrole poza kontrolą

Wielu kierowców, zamiast naprawić auto przed okresowym badaniem technicznym, szuka „wyrozumiałego” diagnosty i najczęściej go znajduje. To patologiczne zjawisko, które negatywnie wpływa na bezpieczeństwo w ruchu drogowym oraz szkodzi branży motoryzacyjnej. Koalicja R2RC postuluje wprowadzenie gruntownych zmian w działalności stacji kontroli pojazdów.

Wielu użytkowników samochodów pojawia się w warsztacie dopiero wtedy, kiedy awaria całkowicie uniemożliwi jazdę, choć rozsądek nakazywałby przeprowadzanie regularnych przeglądów i usuwanie na bieżąco usterek, szczególnie tych, które zagrażają bezpieczeństwu jazdy. Niestety upowszechnieniu się tych racjonalnych zachowań nie sprzyja dziurawy system obowiązkowych kontroli technicznych.

Statystyczne niedoszacowanie

Znaczna część pojazdów jeżdżących po drogach jest niesprawna. Jak to przekłada się na liczbę wypadków i tragedii na drogach, możemy się jedynie domyślać, bowiem nie dowiemy się tego z policyjnych statystyk. Według nich zły stan techniczny pojazdu jest przyczyną zaledwie 1% wypadków. To oczywiste niedoszacowanie wynika z tego, że policjanci przybyli na miejsce tzw. zdarzenia w ruchu drogowym, w rubryce „przyczyna” często dla świętego spokoju wpisują: niedostosowanie prędkości do warunków drogowych. Kiedy jednak zapytamy stróżów prawa nieoficjalnie, np. za pomocą anonimowej ankiety (przeprowadziła ją Naczelna Izba Kontroli), wówczas dowiemy się, że ich zdaniem zły stan techniczny pojazdów odpowiada za aż 10% wypadków. Według Komisji Europejskiej w całej Unii odsetek ten wynosi 6%.

Miliony bez pieczątki

Brzmi to szokująco, ale spośród 31 milionów pojazdów figurujących w bazach CEP, ważne badanie techniczne ma jedynie 16 milionów, zaś ważne polisy OC – 18,5 miliona. Nawet jeśli od ogólnej liczby odejmiemy 7 milionów „martwych dusz”, czyli samochodów, których tak naprawdę już nie ma, to jednak nadal w tym rachunku zostaną nam miliony aut, których właściciele nie dysponują aktualnymi badaniami technicznymi. Ile spośród tych samochodów jest codziennie eksploatowanych na drogach publicznych, nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że każdy z nich to potencjalne śmiertelne zagrożenie, zarówno dla ludzi, którzy nim podróżują, jak również innych uczestników ruchu drogowego.

Z pieczątką, ale niesprawne

Trzeba też powiedzieć wprost, że spora część samochodów, która w dowodach rejestracyjnych ma stosowne pieczątki z SKP, również nie spełnia podstawowych wymogów technicznych i nie powinna być dopuszczona do ruchu. Powszechną praktyką jest przymykanie przez diagnostów oka na usterki, które obiektywnie są dyskwalifikujące. Tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii, jaką jest rzetelność badań.

System rodzi patologie

Nieprawidłowości, do których dochodzi na stacjach kontroli pojazdów wynikają z niedoskonałości stworzonego przed laty systemu, w którym porządek administracyjny miesza się z wolnym rynkiem. Otóż stacje kontroli pojazdów mają uprawnienia, które delegowało na nie państwo, a jednocześnie działają na podstawie ustawy o wolności gospodarczej. Oznacza to, że liczba SKP jest nielimitowana i każdy może sobie stację założyć, o ile spełni stosowne wymogi techniczne. Kontrola pojazdów jest więc normalnym biznesem, w którym liczy się zysk, a podmioty gospodarcze ze sobą konkurują. A ponieważ nie da się tego robić za pomocą niższych cen, bo wysokość opłaty za badanie jest ustalana urzędowo, niektóre stacje starają się przyciągać klientów pobłażliwym traktowaniem. W rezultacie dochodzi więc np. do takich sytuacji, że kiedy właściciel samochodu, który nie przeszedł pomyślnie badania na jednej SKP, zamiast do warsztatu jedzie do innej stacji, w której o pieczątkę łatwiej. Krótko mówiąc, sumienni diagności przegrywają konkurencję z mniej rzetelnymi kolegami. Jak to się odbija na bezpieczeństwie ruchu drogowego pokazują m.in. badania prowadzone przez Inspekcję Transportu Drogowego, która prowadzi wyrywkowe kontrole techniczne samochodów ciężarowych w mobilnych stacjach. Aż w 40% przypadków inspektorzy zakwestionowali stan techniczny pojazdów. Trzeba przyznać, że dane te budzą grozę.

Kontrole „zaoczne”

Wreszcie wspomnieć trzeba o najciemniejszej stronie systemu kontroli pojazdów. Chodzi o proceder polegający na „zaocznym” dopuszczaniu do ruchu. Niestety niektóre pojazdy, które otrzymały pieczątki w dowodach, nawet nie przeszły ścieżki diagnostycznej. Część takich „badań” dokonywana jest po znajomości, w innych przypadkach mamy do czynienia z ewidentną korupcją. Od czasu do czasu temat ten pojawia się w mediach, po czym sprawa ucicha i dalej nic się nie zmienia.

Cierpi cała branża

Brak sprawnie działającego systemu kontroli pojazdów odbija się również negatywnie na gospodarce. Proceder dopuszczania do ruchu samochodów, które są ewidentnie niesprawne, dławi bowiem sektor usług warsztatowych i hamuje rozwój rynku części.

- Działalność tzw. liberalnych SKP szkodzi całej branży motoryzacyjnej – uważa Bogumił Papierniok, dyrektor zarządzający firmy Moto-Profil. - Kierowca, który otrzymał, choć nie powinien, pieczątkę w dowodzie, nie odstawi samochodu do warsztatu, by zlecić stosowne naprawy. Warsztat nie wykona usługi, dystrybutor nie sprzeda części, a zamówień nie będzie miał przez to również ich producent.

Pomysły nie do szuflady

Środowiska ekspertów motoryzacyjnych od wielu lat wysuwają postulat wprowadzenia rozwiązań, które miałyby uzdrowić system badań technicznych pojazdów. Przedstawiciele wielu organizacji branżowych, w tym SDCM i STM, brali udział we wspólnych pracach z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju nad opracowaniem 22 tez mających stanowić swego rodzaju podstawę zmian w systemie badań technicznych i sprawowania kontroli nad SKP. To między innymi te wypracowane wspólnie postulaty przypomina w swoim opracowaniu koalicja R2RC, skupiająca organizacje z branży motoryzacyjnej. Przygotowała ona szczegółowy raport dotyczący systemu badań technicznych pojazdów, w którym opisane są rozmaite nieprawidłowości. Raport zawiera także propozycje rozwiązań, które miałyby system usprawnić i wyeliminować z niego patologie. Materiały te zostały dołączone do apelu branży skierowanego do Prezesa Rady Ministrów.

- Pragniemy zainteresować tematem badań technicznych opinię publiczną, licząc, że jej zainteresowanie zdopinguje decydentów do szybszego działania. Sprawa jest ważna i dotyczy całego społeczeństwa. Wszyscy przecież jesteśmy na co dzień uczestnikami ruchu drogowego i chcemy, by na ulicach było bezpieczniej – wyjaśnia Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych oraz koordynator Koalicji R2RC. - Naszym zadaniem jest również zwrócenie uwagi na kwestie ekonomiczne. Wadliwie funkcjonujący system badań technicznych pojazdów uderza w cały łańcuch podmiotów: warsztat, dystrybutor, producent części, słowem w cały niezależny sektor motoryzacyjny, który jest jednym z filarów krajowej gospodarki.

 

http://www.warsztat.pl/ne...la#.VkHGaOJfv3U

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Grzegorz Łódź

I znów pitu pitu........nierzetelni diagności,liberalne SKP:

szkodzi całej branży motoryzacyjnej – uważa Bogumił Papierniok, dyrektor zarządzający firmy Moto-Profil. - Kierowca, który otrzymał, choć nie powinien, pieczątkę w dowodzie, nie odstawi samochodu do warsztatu, by zlecić stosowne naprawy. Warsztat nie wykona usługi, dystrybutor nie sprzeda części, a zamówień nie będzie miał przez to również ich producent

Oczywiście pod przykrywką:

Sprawa jest ważna i dotyczy całego społeczeństwa. Wszyscy przecież jesteśmy na co dzień uczestnikami ruchu drogowego i chcemy, by na ulicach było bezpieczniej

 

To może Panowie weźcie się w końcu za tych uczestników ruchu,które te statystyki psują....

Całe społeczeństwo to nie tylko diagności....

Już kiedyś pisałem-jak nie ma przynęty to ryba nie weźmie.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jacdiag
Warsztat nie wykona usługi, dystrybutor nie sprzeda części, a zamówień nie będzie miał przez to również ich producent

tak oto powstała/je "nowa świecka tradycja"

diagnosta dźwignią handlu :!:

 

:evil::evil::evil:

 

[mod]Chyba wymyśliłem "złotą myśl" ;D [/mod]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.