Skocz do zawartości

uwaga na cwaniaków


kowal
 Share

Rekomendowane odpowiedzi

Okazja czyni frajera

To historia o polskiej przedsiębiorczości. O tym, jak łatwo przekroczyć granicę między sprytem a oszustwem. W dodatku za pełnym społecznym przyzwoleniem

Wszystko, jak to często bywa, zaczęło się przypadkiem. Rok temu, jadąc na wakacje, Marek rozbił pożyczony od kolegi samochód - ośmioletniego Mercedesa klasy E. Poważnie uszkodzony został lewy tył auta. Mercedesa nie chroniło autocasco, a naszego bohatera, spokojnego pracownika budżetówki, nie stać było na pokrycie kosztów naprawy w ASO. Ponieważ kolega i tak chciał zmienić auto, umówili się, że Marek naprawi je jakoś i sprzeda. Nasz bohater zabrał się do dzieła. Zaczął wertować ogłoszenia. Aż znalazł to, czego szukał.

286 kk

Ktoś okazyjnie sprzedawał części do E klasy. Marek umówił się z nim, wynajął lawetę i pokonał ponad 300 km. Przyjeżdża na miejsce, a zamiast garażu pod wskazanym adresem czeka przydrożny sklep, pod którym stoi czarne BMW. Dwóch dresiarzy każe mu zapłacić 700 zł. W zamian dają kolejny adres. Jedzie następne 15 km. Popegeerowska wioska. Na środku leży świeżo urżnięta tylna lewa "ćwiartka" mercedesa. Cała wieś patrzy, jak nasz bohater ładuje tę dziwną część zamienną na samochód. Kolejne 300 km i element trafia do warsztatu. Tam wprawny blacharz szybko wspawuje wyrżnięty tylny narożnik w miejsce uszkodzonego kawałka. Jeszcze tylko błotnik i zderzak. Łańcuch, szpachla, lakier i po kolizji ani śladu. Piękne, srebrne auto kupuje kilka tygodni później atrakcyjna brunetka. Marek z kolegą zapewniają ją o świetnej kondycji Merca. Z zarobku pozostaje po odliczeniu naprawy spora górka. Marek postanawia pójść za ciosem.

298 kk

Niebawem kupuje na Allegro lekko uszkodzony motocykl. Rejestruje go i jeździ. Po miesiącu jego kolega uderza w jednoślad służbową Skodą (za fatygę dostaje 500 zł). Skutek? Szkoda całkowita. Marek inkasuje z ubezpieczalni 15 tys. zł. Tyle samo dostaje za wyprostowany w warsztacie jednoślad. Śmieje się, że kupcy nie zauważyli krzywej ramy i zdjętych ograniczników. Kto się nie zna - tego problem. Śmierć frajerom.

Rozbity Mercedes powiększa jego budżet o 26 tys. zł. Na poczcie musiałby pracować na to dwa lata. Rozzuchwala się. Odkrywa, że w Szczecinie i Poznaniu za grosze można kupić wozy sprowadzone z Niemiec. Stare auta kosztują tam nawet 50 proc. tego co w głębi Polski. Jedyna trudność - brak umowy. Jest tylko niemiecki brief i wymeldowanie. Takie kupowanie kota w worku. Marek ściąga ze Szczecina trzy auta, każde po 1200 euro. W powrotnej drodze korzysta z pożyczonych od sąsiadów tablic rejestracyjnych. Po co płacić za polskie ubezpieczenie?

Kiedy wozy są już na miejscu, szybko szuka nowych właścicieli. Ceny okazyjne. Nikt nie zwraca większej uwagi na formalności. Do budżetu wpada kolejne kilka tysięcy złotych.

286 kk

Teraz Marka stać na lepsze rozbitki. Przywozi z Poznania dwa Mercedesy E - młodsze od tego sprzed paru miesięcy. Jest tylko jeden problem. Oba są mocno uszkodzone. Jeden po uderzeniu ma całkiem zmienioną geometrię. Drugiemu brak przodu i kawałka tyłu. Historia się powtarza. Znów wycieczka w krainę dresów i popegeerowskie wioski. Potem zaprzyjaźniony mechanik. Spawanie słupków. Dokładanie przodu. Prostowanie wahaczy. No proszę, są klienci. Po odliczeniu kosztów nasz listonosz zarabia na czysto ponad 50 tys. zł. Marek zaczyna się staranniej ubierać i wysławiać. Na poczcie zazdroszczą mu przedsiębiorczości. Koleżanki z okienek patrzą na niego jak na bossa. Postanawia przerzucić się na "pewne" auta.

286 kk

Na pierwszy ogień idzie pięcioletnia Carisma. Kupuje ją od pierwszego właściciela - sąsiada z bloku - za 10 tys. Samochód ma duży przebieg - 270 tys. km. Marek bierze ją "na warsztat": odnawia lakier, pierze tapicerkę, cofa licznik. W weekend sprzedaje ją na giełdzie "okazyjnie tanio" za... 18 tys. zł. Dwa dni później dzwoni do niego poprzedni właściciel Mitsubishi: - Panie, coś pan zrobił? Nowy właściciel Carismy pyta mnie, czy ma robić przegląd po 150 tys. Tak się nie robi!

Jak się nie robi? Klient nasz pan. Proceder trwa nadal. Skromny urzędnik poczty staje się jedną z lepszych partii w miasteczku. Imponuje. Mówią, że to świetny handlarz, zdolny biznesmen. Właśnie. Handlarz, biznesmen... Ale oszust? Nie, przesada! On tylko upiększa rzeczywistość. I sprzedaje ją tym, co szukają okazji.

 

Prosimy nie naśladować!

Dla Gazety Konrad Kornatowski

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku

Ta historia pełna jest przestępstw ściganych z oskarżenia publicznego. Nie zawsze sprawcy są świadomi tego, ze popełniają czyn karalny. Ale nie można wykręcić się niewiedzą. Nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności.

 

ŹRÓDŁO: gazet .pl

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

 Share

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.